Nauczyciel jogi

पुष्ह्टं सुमधुरं सनिग्धं गव्यं धातु-परपोष्हणम |
मनोभिलष्हितं योग्यं योगी भोजनमाछरेत || ६६ ||
puṣhṭaṃ sumadhuraṃ snighdhaṃ ghavyaṃ dhātu-prapoṣhaṇam |
manobhilaṣhitaṃ yoghyaṃ yoghī bhojanamācharet
Whether young, old or too old, sick or lean, one who discards laziness, gets success if he practises Yoga.
Hatha Yoga Pradipika, 1.66, w tłumaczeniu Pancham Sinh, (1914)
Dla kogo jest joga?
Według wersu z Hathapradipika, traktatu z XV w. w całości poświęconego hatha jodze, joga jest dla każdego: dla młodych i starych, chorych i słabych, a nawet dla tych bardzo wiekowych. Poprzez regularną praktykę doświadczenie wpływu jogi jest możliwe dla wszystkich. Joga krok po kroku zmieni każdego oddanego praktyka, niezależnie od punktu, z którego wychodzi.
Często myślimy o jodze w kategoriach zaawansowania i wyczynowości asan, do których wykonania nasze ciało jest zdolne… lub nie. Jeśli nie jest, wydaje nam się, że joga nie jest dla nas. Jeśli nie robimy wielkich fizycznych postępów, nie potrafimy usiąść w siadzie skrzyżnym z prostymi plecami nawet na pięć minut, nie umiemy zamknąć oczu i zrelaksować się w Savasanie choć przez chwilę, a instrukcje nauczyciela o oddechu wydają się zupełnie abstrakcyjne, zniechęcamy się i znów myślimy: to nie dla mnie. Czasem okazuje się, że w praktyce medytacji spokoju nam nie przybywa, a wręcz odwrotnie — wychodzimy z zajęć rozbici i ze łzami w oczach. Dla pocieszenia napiszę, że nie jest to niczym nadzwyczajnym i zdarza się bardzo często. Joga wpływa głównie na umysł i układ nerwowy, a ten u każdego jest inny. Joga przebija naszą skorupę żalu, gniewu, zamrożenia — tego wszystkiego, czym obudowujemy się w czasie trudnych doświadczeń, które dotykają każdego z nas. Spłycenie jogi do poczucia szczęścia czy błogości jest wielką krzywdą, jaką na Zachodzie wyrządziliśmy temu genialnemu systemowi terapeutycznemu.
Joga jest samodoświadczaniem (self-experience), zarówno ciała, jak i ducha, emocji i myśli. W takim ujęciu nie możemy zatem stosować tej samej metody nauczania dla wszystkich, bo nie będzie ona po prostu działać. Desikachar, syn Krishnamacharyi, podkreślał jako nauczyciel jogi, „by każdą osobą zajmować się w sposób indywidualny, zależny od jej niepowtarzalnych cech. Jeżeli podchodzimy do wszystkich w taki sposób, siłą rzeczy oznacza to, iż zawsze będziemy zaczynać od miejsca, w którym znajduje się dany adept. Taki punkt startowy nie jest nigdy wyznaczany przez potrzeby nauczyciela, ale ucznia. To wymaga umiejętności stosowania wielu różnych podejść — nie ma mowy o używaniu jednej metody dla wszystkich. (…) To nie osoba musi przystosować się do jogi, ale praktyka jogi powinna zostać skrojona tak, by pasować do konkretnego adepta.”*
Jest to trudna postawa w czasach, gdy większość osób praktykuje grupowo raz czy dwa razy w tygodniu, a dodatkowo być może stawia sobie za cel wyzwania z mediów społecznościowych polegające na szybkim zrobieniu szpagatu poprzecznego czy fikuśnego stania na głowie. Jednak i na to Desikachar nauczyciel jogi ma odpowiedź: „Muszę stworzyć na swoich zajęciach atmosferę, w której każdy adept będzie mógł znaleźć własną drogę ku jodze. Nie mogę zapominać o tym, że moi uczniowie nie są dziś tymi samymi osobami, którymi byli wczoraj, a na pewno nie przypominają tych, którzy przyszli tydzień temu — nawet jeśli zadawali podobne pytania. (…) Postęp na ścieżce jogi może w oczach różnych osób objawiać się w odmienny sposób. Nie wolno nam blokować tego rozwoju poprzez celowe stawianie konkretnych celów. Joga służy jednostce, choć objawia się to bardziej poprzez prowokowanie zmian niż dostarczanie informacji.”**
Zarówno nauczyciel jogi, jak i uczniowie powinni być świadomi wagi indywidualnego podejścia do praktyki jogi oraz skutków podejmowanych działań: asan, pranajamy czy medytacji. Technik i wariantów jest tak wiele, że niemal każdy, niezależnie od stanu psychofizycznego w jakim się znajduje, jest zdolny do zbudowania praktyki odpowiedniej do doświadczania samego siebie w danym momencie życia. Kluczem jest inteligentne podejście do tego, co i jak robimy. Pomocne może być zadanie sobie kilku ważnych pytań:
- Kto powinien nas uczyć? Kto wydaje nam się odpowiedni i dlaczego?
- Kiedy powinniśmy prowadzić praktykę?
- Z czego powinna składać się nasza praktyka? Czego potrzebuje nasze ciało i umysł? Co jest dla nas dobre/nieodpowiednie/trudne i dlaczego?
- I właściwie DLACZEGO potrzebujemy praktyki?
Odpowiedzi na te pytania będą różne dla różnych osób. Będą się także zmieniać z czasem, co jest zupełnie naturalną koleją rzeczy, bo nieustannie personalnie ewoluujemy. Być może nie będą wcale dostępne na jakimś etapie. Nie ma się co martwić, klarowność działania przychodzi z czasem. Piękno jogi polega na tym, że zmieniające się odpowiedzi ukazują kolejne warstwy nas samych, a proces ten zachodzi przez całe życie, aż do dnia, gdy fizycznie znikniemy. Joga daje nam wiedzę poprzez doświadczenie według zasady nothing lasts, but nothing is lost — nic nie trwa wiecznie, ale nic nie ginie.
Desikachar uważał, że „jeżeli chcemy sięgnąć nieba, nie wystarczy podskoczyć. Inteligentne podejście oznacza, iż zmierzamy do celu krok po kroku.” Na tej powolnej dość ścieżce (joga nie jest sprintem!) wspiera nas nauczyciel jogi, który pełni rolę przewodnika i pozwala nam znaleźć odpowiednie dla nas punkty odniesienia. Nauczyciel jogi ma za zadanie uważnie obserwować, zadawać właściwe pytania i nasłuchiwać naszych odpowiedzi — bo dobry mentor rzadko ich nam udzieli. Jego rolą jest mądra stymulacja ucznia, nie kontrola nad nim. Desikachar pisze o tym w ten sposób: „Potrzebujemy kogoś, kto postawi przed nami lustro — w innym wypadku szybko możemy zacząć sobie wyobrażać, iż jesteśmy doskonali i wiemy już wszystko. Takiej bezpośredniej więzi międzyludzkiej nie da się zastąpić książką czy filmem. Musi istnieć związek — prawdziwy związek — oparty na zaufaniu.”***
Joga jest więc dla wszystkich, w każdym wieku, w każdym stanie, a nauczyciel jogi jest tym, który w atmosferze akceptacji, zrozumienia, współczucia i bezpieczeństwa pomaga nam znaleźć odpowiednią formę praktyki. Samodoświadczanie nie odnosi się tylko do tego, co nosimy w środku. Możemy doświadczyć siebie bardzo intensywnie poprzez zewnętrzny kontakt z drugim człowiekiem. Jesteśmy w końcu zwierzętami stadnymi — samotność bywa wspaniałym wytchnieniem i przestrzenią do nauki, ale jej nadmiar potrafi zmącić nasze spojrzenie, tak samo jak zbyt dużo zgiełku.
Ten tekst jest dla Ervina — osoby, która kazała mi spojrzeć szczerze w lustro i cierpliwie poczekała na odpowiedź. Dziękuję.
* T.K.V Desikachar, „W sercu jogi”, str. 17
** T.K.V Desikachar, „W sercu jogi”, str. 18
*** T.K.V Desikachar, „W sercu jogi”, str. 26